Coaching/ Linkinbio/ Rodzina

Kluczowa zmiana w moim domu

Moi chłopcy, jak to chłopcy, mają łatwość w przekraczaniu granic. Im większy mur zbuduję, tym mam wrażenie, że próbują go:

  • kopnąć, by lekko się nadkruszył,
  • zburzyć,
  • przeskoczyć.

To, co próbuję Tobie przekazać to to, że życie z moim chłopcami jest piękne, ale i bardzo trudne. Często mam wrażenie, że moja głowa kręci się w kółko niczym radar, którego zadaniem jest zapobieganie, powstrzymanie przed „wspaniałymi pomysłami” moich dzieci.

Akceptacja stanu faktycznego

Najlepsze jest to, że mimo mojego radaru, to często nic to nie daje😂 Momentami czuję się zupełnie bezradna wobec pomysłów moich dzieci. Często też myślę, że mimo postawionego muru wzmocnionego betonowymi zaporami, nic nie może tego rozwalić, to upór moich dzieci, a przede wszystkim nastolatka, pokazuje mi, że każda ściana, którą postawię, każda stworzona granica i tak będzie rozbijana. Więc skoro wiem, że tak jest, to znowu jedyne co mogę zrobić, to ZAAKCEPTOWAĆ to i nauczyć się tym ZARZĄDZAĆ.

Wieczne przypominanie: zmora mojego domu

Chcę Tobie przedstawić kluczową zmianę w moim domu, którą także możesz wykorzysta w swoim. Celem tego pomysłu, który zresztą wprowadził mój partner, było odciążenie mnie z obowiązków wiecznej kontroli i uspokojenie moich nerwów. Największą zmorą mojego domu jest to, że dzieci rozpoczynają coś robić i nie sprzątają po sobie do końca, albo nie sprzątają wcale. Mimo próśb, tłumaczeń, kontroli, nic się nie działo takiego, żeby dzieci same dobrowolnie, bez przymusu kończyły zadanie. Moje gadanie w kółko „rzeczy robimy od początku do końca” było jedynie smutną mantrą powtarzaną bez końca. Czyli na przykład, kiedy mój syn przygotowywał pizzę informował mnie, że kuchnia została sprzątnięta i jest tak jak przed pizzą. No nie, uwierz mi, że nic nie przypominało moje kuchni sprzed czasów pizzy. Albo robione było pranie, to mogło zgnić w pralce do czasu aż po raz setny nie przypomnę o jego wyjęciu. I to chodzi właśnie o to WIECZNE PRZYPOMINANIE, że trzeba coś zrobić. To właśnie to wieczne przypominanie doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Do tego jeszcze często nonszalancki stosunek moich dzieci do moich potrzeb i bomba gotowa.

Pomysł na zmianę.

I w ten oto sposób powstała lista zadań. Na każde niewykonane do końca zadanie wybieram sobie jakieś inne, które do godziny 18:00 kolejnego dnia ma zrobić moje dziecko przez kolejne 5 dni. Więc jak stół nie jest sprzątnięty po swoim śniadaniu, to nie mówię nic, tylko wpisuję na listę odpowiednie zadania do wykonania przez kolejne 5 dni. Oczywiście i tak po śniadaniu chłopcy muszą po sobie sprzątnąć.

Co się zadziało od czasu wprowadzenia listy?

Obecnie czuję, że mam w ręku wspaniałe narzędzie, które daje mi dużo spokoju. Czasem nawet czekam aż coś nie zostanie zrobione tylko po to, żeby przez 5 dni mieć do godz. 18:00 na przykład odkurzoną podłogę w jadalni 🤣😉 I to chyba o to chodzi. Mam spokój i dystans, a efektem wprowadzenia tej tablicy zadań jest to, że moi chłopcy zaczynają zwracać coraz większą uwagę na to co należy po sobie zrobić i że rzeczy faktycznie należy robić od początku do końca. Poza tym oni też mają większy szacunek do wykonywanej pracy. Co to znaczy? Znaczy to to, że jak na przykład wymyją podłogę, to chcą, żeby inni o nią dbali. Wcześniej, kiedy podłogę myłam ja, to nikt nie zwracał uwagi na jej czystość i na to, że to moja ciężka praca.

Możesz skorzystać z naszego pomysłu, a w komentarzu zostaw swoją opinię o tym pomyśle.

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply