Lifestyle/ Linkinbio

Mój 1 ubiegłoroczny sukces

Od lat zmagam się z problemami z wagą. Jestem przykładem tej dziewczyny, której brakowało pewności siebie i zawsze uważała, że źle wygląda. Zresztą od kiedy pamiętam zmagam się z problemem z wagą. Nie akceptowałam siebie, bo też nie dostałam tej akceptacji na tyle na ile dorastająca dziewczyna jej potrzebuje.

To, co mówisz dziecku, ma głęboki sens i zostawia w nim ślad

W żłobku występowałam w przedstawieniu, w którym miałam powiedzieć kwestię ” Pani Tuba jest za gruba”. Miałam na szyi zawieszoną wstążkę, do której przyczepiona wisiała tubka z pastą do zębów. Nie uwierzysz, ale ja to pamiętam. Pamiętam jak nie dałam rady tego powiedzieć, popłakałam się i uciekłam do Rodziców. Byłam mała i to pamiętam. Pamiętam też rozmowy, że tylko do mnie rola pani tuby, która jest za gruba, pasuje.

Kiedy dorastałam, ubierałam się w szerokie bluzy, bo Mama mówiła, że powinnam ukryć brzuch, bo niedobrze wyglądam. Chcąc nie chcąc, ustawiło mnie to w kolejce do ludzi niepasujących do tego świata, straciłam bardzo dużo z tego, co powinnam mieć jako dorastająca dziewczyna od świata dorosłego. Mam się chować, bo jestem za gruba.

Pamiętam także jeden tekst Taty przy gościach, że mam buzię jak księżyc w pełni, że nie powinnam już więcej jeść, a chciałam zjeść dokładkę.

Moi Rodzice bardzo mnie kochali, wzmocnili mnie w wielu innych kwestiach, ale w kwestii akceptacji siebie jaką jestem, niestety nie. Dlatego cały czas odbywam tę podróż. Nie piszę tego, że jestem zła na moich Rodziców. Nie jestem. Po prostu tutaj nie potrafili inaczej, ale z innymi rzeczami poszło im znakomicie. Każdy Rodzic na którymś z etapów rodzicielstwa nie będzie przecież perfekcyjny.

Życie na diecie

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że od lat jestem na diecie. W wieku 16 lat schudłam bardzo dużo i nagle okazało się, że ładnie mogę wyglądać. Koleżanki były zachwycone, a ja patrzyłam na siebie przychylnym okiem. Szybko jednak przytyłam, bo odchudzanie bazowało na głodówkach. Kolejne odchudzanie rozpoczęłam w 2004 roku, wtedy pod okiem amerykańskich dietetyków schudłam 26 kg. To była dieta bazująca na eliminacji tłuszczów (wtedy taka była moda), 5 posiłkach i 1250 kcal. Wagę trzymałam około 10 lat. W międzyczasie urodziłam dwójkę dzieci. Wszyscy się mną zachwycali, że pięknie wyglądam, że wyładniałam. Kiedy waga lekko mi podskoczyła do 62 kg, Mama powiedziała mi, że przytyłam. Wtedy znów drakońsko wzięłam się za siebie. W tym czasie cały czas prowadziłam aktywny tryb życia.

W 2013 roku po śmierci męża znów bardzo mocno schudłam. Ważyłam 56 kg. Wszystko źle wyglądało. Stres mnie wyżarł od środka i na zewnątrz. Ale byłam chuda. Miesiąc po śmierci męża wróciłam do ostrej aktywności fizycznej, która nie ukrywam, bardzo pomogła mi w mojej żałobie, jednak zaczęłam powoli tyć, mimo aktywności fizycznej. Zaczęłam wtedy jeszcze ostrzej ćwiczyć i jeszcze mniej jeść. Na efekt tycia nie musiałam długo czekać. Przytyłam do 74 kg i nie mogłam sobie poradzić z moim problemem. Mimo tego, że aktywnie żyłam, zdrowo jadłam, to waga szła w górę. Problem z samoakceptacją powrócił, choć nie był aż tak dokuczliwy, jak kiedyś. Mimo prób, to żadnemu dietetykowi nie udało się na długi czas poradzić ze mną. Bo moja waga robiła sobie co chciała. A podkreślam, że żyłam zdrowo, ćwiczyłam i generalnie dbałam o siebie. Trenowałam także 3 razy w tygodniu z trenerem personalnym (mega fajny czas) przez około 1,5 roku a potem regularnie w domu. Był moment, że robiłam przysiad z 45 kg obciążeniem! W roku 2018 przeszłam na wegetarianizm, potem weganizm. Od połowy 2019 r jestem wegetarianką i jestem w ketozie, cały czas jestem pod opieką dietetyka. Schudłam około 8-10 kg. Mój organizm nie jest już taki chętny do odchudzania jak w roku 2004. Żeby osiągnąć swój cel rok temu zgodziłam się uczestniczyć w drakońskim programie redukcyjnym, oczywiście pod okiem mojego dietetyka. To był największy wycisk dla psychiki. Mnóstwo treningów, żonglowanie makroskładnikami (ilość białka, tłuszczów i węglowodanów), a także żonglowanie ilością spożywanych kalorii. To był drakoński 6-tygodniowy program, który zakończyłam 1 dniem bez ćwiczeń, bo byłam tak przemęczona, że nie dałam rady wstać z łóżka, a mój organizm domagał się snu. Pamiętam, że spałam wtedy cały dzień. Prawda jest taka, że ten program nieźle zmobilizował mój organizm i wtedy fajnie się zadziało, fajnie zaczęłam spalać tłuszcz. Obecnie jem około 1750 kcal (to jest o 500 kalorii więcej niż w roku 2004!), nie czuję głodu, a raz na dwa miesiące doładowuję się dawką kaloryczną o około 350-400 kalorii większą. W zeszłym roku miałam 145 treningów, które zajęły mi łącznie ponad 75 godzin, spaliłam około 38200 kcal. W tym roku postanowiłam podejść do treningów nieco mądrzej i wykorzystać je do moich problemów z kręgosłupem (regularnie od trzech lat korzystam z pomocy fizjoterapeuty): zatem raz w tygodniu stretching 60-minutowy, raz w tygodniu 30-minutowe rozciąganie dynamiczne i dwa razy w tygodniu trening siłowy. Mój organizm w ketozie nie toleruje wysiłku cardio i waga idzie w górę.

Piszę to po to, żeby pokazać Tobie jak bardzo ciężko można pracować nad tym, by coś osiągnąć. Piszę także o tym, że bardzo ważne jest dbanie o siebie, że wszystko musi dziać się z głową i najlepiej pod okiem specjalistów. Co ważne i co będę podkreślać, uważaj na to, co mówisz swoim dzieciom. Słowa bardzo ranią, a potem rzutują na całe ich życie. Kto wie jak wyglądałoby moje życie gdybym nie dostała roli pani tuby i gdyby moja Mama razem z Tatą wsparli mnie inaczej? A może właśnie dzięki temu jestem uparta jak osioł i trwam w swoich postanowieniach? A może właśnie dzięki temu, że szukam dla swojego organizmu najlepszych rozwiązań jestem zdrowa, przestałam brać sterydy (mam astmę), jem zdrowo i cały czas aktywnie żyję?

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply