Lifestyle/ Linkinbio/ Rodzina

Sneak peak w jedną z moich niedziel

Wczoraj była niedziela. I oto sneak peak w jedną z moich niedziel. Bardzo leniwa niedziela . Wstałam o 10 rano. To już ostatni dzień takiej porannej laby, kiedy można oglądać filmy do 3 nad ranem, a później spać do bólu. Więc ta 10 rano była jak dla mnie tak czy siak sporym wyczynem, by wstać o 10. Zebrałam się na poranny trening. To był czas na dynamiczne rozciąganie, które jest wręcz zbawienne dla mojego kręgosłupa. Nie powiem, żebym się czuła jak młoda bogini, ale zdecydowanie lepiej się czuję po takim rozciąganiu, zdecydowanie lepiej.

Leniwy poranek

Lexie zawsze mi towarzyszy. To moja ulubienica. Kiedy tylko idę na strych do swojej siłowni, to tylko wyczekuje momentu, by wskoczyć i albo wejdzie na matę, by skutecznie mi utrudniać, albo wejdzie na jedną z kanap, w których zwija się w kłębek i towarzyszy mi przez cały trening. Mój trening trwał ok. 35 minut. Wystarczająco, by się zmęczyć i zrelaksować. Potem już czas na poranne ogarnięcie się. Wczoraj był dzień dresowy. Postanowiłam niedzielę wykorzystać, by dokończyć swoje coroczne planowanie. Spisałam sobie swoje cele na najbliższy rok, ale przede wszystkim przyglądnęłam się swoim poczynaniom w social mediach. Powyciągałam trochę wniosków, poplanowałam wpisy, dużo czytałam i uczyłam się. Poprosiłam syna o czas dla siebie, ale zaraz po mojej pracy mieliśmy już czas dla siebie. Poza tym spadł śnieg.

Popołudnie

Więc jak tylko zobaczyliśmy, że taka piękna zima za oknem, to z Kacprem zabraliśmy się za upieczenie murzynka. Zrobiliśmy wszystko na opak, zamiast ubijać białek, rozpuszczać masło w garnku, pospieszyliśmy się i wszystko wrzuciliśmy do miski, a robot już dokończył robotę. Kiedy ciasto się piekło, poszliśmy na spacer z Lexie. Ależ było cudownie. Kapi biegał z psem, ta zwariowała, podejrzewam, że uwielbia śnieg. Nasmarowałam jej tylko łapki wazeliną, bo nie wiedziałam czy może gdzieś już nie ma wysypanej soli na chodnikach. Po spacerze, ja zabrałam się za dopilnowanie ciasta, a Kapi zaczął odśnieżać przed domem. Nie było go dosyć długo, rozpędził się i odśnieżył chodnik sąsiadom😉 W tym czasie starszy syn, który rozkoszuje się w urokach bycia nastolatkiem, został przeze mnie drastycznie obudzony o godzinie 17 z kanapy w salonie. Strasznie mnie wkurza to jego spanie, siedzi po nocach, a potem zamiast normalnie funkcjonować rodzinnie, to odsypia. Mam czasami wrażenie, że widzę go tylko przy lodówce, kiedy zgłodnieje. Mamy nastolatków, też tak macie? Czy bycie mamą nastolatki jest łatwiejsze, czy trudniejsze? Tak się zastanawiam czasem. No i już pod sam wieczór udało mi się wreszcie usiąść do swoich blogowych spraw, razem z koleżanką zaplanowaliśmy Live na grupie na Facebooku, zresztą do tej grupy serdecznie Was zapraszam (https://facebook.com/groups/hairlovebyjoanna) na najbliższy czwartek, ale także powstał nam w głowie ciekawy projekt, o którym w najbliższych dniach na pewno będziemy rozmawiać. I jak już się rozkręciłam w swojej pracy, to zadzwoniła koleżanka, że zaraz do mnie wpadnie, odebrać swoje adidasy, które pożyczyłam od niej jadąc bezpośrednio z Sylwestra do Taty nad morze. Zasiedziałyśmy się trochę, zaraz przyjechał z pracy Tomek. Wypiliśmy wszyscy herbatę, kto chciał, ten zjadł po kawałku murzynka. Potem chłopaki oglądali seriale na Netflix. Są fanami serialu „The 100”. Młody wpadł po uszy. Mimo tego, że usilnie tłumaczę mu, żeby mi nie opowiadał, bo ten serial, to nie moja bajka, to młody jest tak zafascynowany i tak się wciągnął, że nie może przestać o tym mówić. Dodatkowo kłócą się między sobą, młody ze starszym, bo są umówieni na wspólne oglądanie, a starszego często nie ma i mody musi czekać. Więc z tego co widzę starszy zmusza młodszego do praktykowania cierpliwości.

Wieczór

Wieczorem już miał być czas tylko dla nas: dla mnie i Tomka. Ale jak to w życiu bywa nasz czas rozpoczął się po godzinie 22. Włączyliśmy film na Netflix o Julli Powell, tej blogerce, która przez 365 dni każdego dnia w swojej kuchni pichciła z przepisów Julii Child. Powiem Wam, że film bardzo mi się spodobał. W ogóle pomysł dziewczyny na 365 przepisów i cała historia, którą tak szybko podchwyciła Ameryka. Potem, kiedy ją wygooglowałam troszeczkę, zobaczyłam, że jej ostatni wpis na blogu jest z 2010 roku i opis bloga został już zmieniony z pokrzepiającego i miłego, który był pokazany na filmie na „musings from a soiled and narcissistic whore”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „rozmyślania brudnej i narcystycznej dziwki. Tytuł może i nośny, choć mnie odstraszył i jakoś nie przekonał, by zobaczyć coś więcej na temat autorki, a już na pewno nie zainteresowałam się jej książkami kucharskimi. Nie zmienia to faktu, że film bardzo, ale to bardzo mi się spodobał. Pozazdrościłam dziewczynie mega fajnego pomysłu. A potem z rozpędu Netflix wybrał dla nas film z Barbarą Streisand, a ja dokończyłam szklaneczkę whisky. Zasnęłam dobrze po północy, jak nie po pierwszej.

Jestem ciekawa waszych niedziel? Co robicie? Aktywnie spędzacie czas? Morsujecie? Biegacie? A może nic nie robicie? A może czytacie? A może wylegujecie się przed TV na kanapie?

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply